Moja przygoda z kijem zaczęła się jak miałem 5 lat, czyli 12 lat temu.U mnie w ogóle z załapanie bakcyla nie było problemu, bo u mnie właściwie cała rodzina łowi m.in tata,dziadek,3 wujków i dużo znajomych mojego taty.Właśnie tym ludziom zawdzięczam swoje umiejętności.Pierwszy wypad to był na Wisłę.Pamiętam ten dzień bardzo dobrze, ponieważ w ten dzień pojechaliśmy z całą rodziną i złapałem swojego pierwszego szczupaka wymiarowego.Było to dziwne zdarzenie, ponieważ tego szczupaka złowiłem z gruntu na białe robaki.Oczywiście mając tylko 5 lat pomógł mi go wyciągnąć tata podbierakiem.Od tego czasu załapałem takiego bakcyla, który trwa do teraz i trwać będzie do końca.
_________________
Reklama ta nie wyświetla się osobom zarejestrowanym, Zarejestruj się.
JA swoja przygodę zaczęłem... dawno :p nie wiem dokładnie ile miałem lat. Mieszkałem nad rzeką, w wiosce więc się trzeba było czymś zająć. Wędki miałem firmy"leszczyna" , przelotki to drut aluminiowy, a haczyk to szpilka zagięta. Kawałek starej zyłki zawsze się znalazło. A kołowrotek to Shimano bił na głowę dwa gwoździe hamulec ręczny Ale przejdźmy do ryb. Rzeka była bardzo bogata w ryby. Była wtedy jako rzeka nizinna więc można było na robale łapać. Brały płocie, okonie i pstrągi. Niestety za poźno wprowadzono ten odcink jako rzekę górską i teraz złapać pstrąga czy lipienia to nie lada sztuka Ok tego sezonu przerzuciłem się na spina i innej metody poza nim nie widzę
pozdrawiam
Mi zaczęło się od snu kiedyś jak mialem chyba 11 lat w maju milaem sen ze lowilem jakies wielkie ryby.Rano wstałem spytałem tate czy zabierze mnie w wakacje na ryby bo wiedzialem ze kiedys bylo to jego hobby i w lipcu pierwszy raz pojechaliśmy i już sie zaraziłem na zawsze.Zaraziłem mojego kumpla ale znudzilo mu sie po 6 wyjazdach z jego ojcem na basen przeciw pożarowyxd
_________________ Dzień w szkole tak jak bez wędki- stracony
Ponieważ wędkowaniem "na poważnie" zainteresowałem się stosunkowo niedawno, pamietam doskonale okoliczności.
W zeszłym roku z racji swojej pracy co kilka dni jeździłem do Sławy woj. Lubuskie do klienta u którego notorycznie występowały awarie sprzetu Z racji że widzieliśmy sie ze soba co kilka dni zaczeliśmy rozmowy na różne tematy i okazało się że jest maniakiem wędkarstwa hehehe . Wiadomo wychował się przy dużym jeziorze jak tu nie łapać ryb, po kilku wizytach postanowiłem po pracy wybrać sie na chwile z nim na prywatną kładkę na spławik , z chwili zrobiło się kilka ładnych godzin pamietam że słońce prażyło tak mocno że spaliłem sobie kark, wcześniej miałem wędkę w ręku ale dopiero teraz przekonałem się co to znaczy podnęcić tak łowisko aby podeszła płoć i leszcz. Od tej pory prze nastepne 2 miesiace tak czesto jak tylko byłem w sławie kończyło się to na rybach, zaliczyłem też spinning z łodzi (miały być okonie a wyszedł szczupak 64cm ) i złapało mnie po chwili miałem juz karte i 2 wędki, potem potoczyło sie już gładko, wyprawa na liny , i w końcu pierwsza wyprawa nad odre tak jak mówią albo ją pokochasz albo znienawidzisz . Ja ją pokochałem choć nie raz mnie sponiewierała , do tej pory są dni kiedy cholera ne można z nią współpracować tak jak by się chciało ale wynika pewnie z mojego braku doświadczenia. Nad odrę jeżdzę z sąsiadem z naprzeciwka który kiedyś przydybał mnie o 4 jak wyruszałem nad jeziorko i zdziwiony dowiedział sie że tez łapie to on oswaja mnie z odrą, od niego zaraziłem się metodo DS , teraz praktycznie tylko taka metoda łowie przynajmniej na rzece, na jeziorku 1 na DS a 1 na Spławik, a teraz nie moge sie doczekac cieplejszych dni aby wyruszyć na wilobłota
pozdrawiam
Pisz poprawnie, używaj polskich znaków - mod
dencio Węgorz poczatkujący spinningowiec - spławik z zamiłowania
Pomógł: 3 razy Wiek: 12 Posty: 185 Skąd: Krapkowice
Wysłany: Sro Lut 13, 2008 00:05
Cóż, było to tak: w czerwcu, zeszłego roku idąc ulicą znalazłem spławik. Pomyślałem "Przyda się!" i wsadzielm do kieszeni. Męczył mnie ten spławik. Poszedłem jakiś tydzień później do sklepu i spytałem się pana co i jak. dał mi za darmo systemik z założonymi ciężarkami, haczykiem i spławikiem. Coś mi mówiło, żeby zachować się jak conajmniej laik. Udawałem, że mam wędkę tylko, że łowię na grunt, bo podchwyciłem ten zwrot od kolegów.Nie wiedziałem później co zrobić. Byłem podekscytowany... W lasku koło domu zauważyłem, że rosną krzaki z giętkimi i długimi gałęziami. Wyrwałem, przywiązałem i poszedłem na Odrę - efekt? Płoć... Później męczyłem rodziców przez pół roku i dostałem wędkę z kołowrotkiem. Do dziś się zastanawiam jakim cudem coś złowiłem wtedy.
*gdy byłem mały mój brat chodził na ryby i chętnie mnie zabierał jednak mnie to nudziło
*potem, gdy troche dorosłem zacząłem chodzić z kolegą któremu to szybko przeszło, a ze jemu przeszło to mi też
*następnie mój brat kupił gazete WMH i bardoz mi sie spodobała i przypadkiem sie dowiedziałem że mój dobry kolega też lubi wędkować, więc zaczęlismy we dwóch wybierać się na ryby, było to ok.4 lat temu i tak jest do dziś, że prawie każdy wekeend spędzam z nim, teraz też z innymi kolegami po kiju na rybach
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za poblikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.