Poprzedni temat :: Następny temat
Kwietniowe dorsze
Autor Wiadomość
Tadeusz2 
Ukleja
Tadeusz


Wiek: 51
Posty: 4
Wysłany: Pon Kwi 28, 2008 13:20   Kwietniowe dorsze

Łowienie dorszy na Bałtyku ostatnimi czasy stało się bardzo popularne. Świadczyć może o tym mała ilość wolnych weekendowych terminów na kutrach wypływających z wędkarzami w morze.
Kiedy otrzymałem zaproszenie od ANG Fishing Team do wzięcia udziału w pierwszych otwartych zawodach w łowieniu dorszy przyjąłem je z radością. Na tydzień przed wyjazdem zacząłem sprawdzać prognozy pogody na różnych portalach internetowych. Nie wiało optymizmem. Dla Bałtyku przewidywano „wiatr z kierunków wschodnich 4-5’B, wzrastający na 5-6’B”. Przekładając to na prosty język w najlepszym przypadku należy spodziewać się, że będzie gwizdało i kołysało, w najgorszym kutry nie wypłyną w morze.
Piątkowa pobudka o 4.30, telefon do armatora i wszystko jasne. Nie jest źle, wypływamy. W ciągu godziny wszyscy meldują się w porcie.
Na pokładzie m/s Skarp mocna kawa rozbudza na dobre i pomaga przełknąć potrójną dawkę Lokomotiv. Zapycham się suchą bułką, tak na wszelki wypadek, aby mieć, czym nęcić ryby.
O szóstej wychodzimy z portu zostawiając za sobą śpiące jeszcze miasteczko.


Zajmuję miejsce na dziobie obok Tomka, organizatora zwodów i ogólnie najbardziej doświadczonego w łowieniu dorszy. Zawsze będzie można podglądnąć u niego to i owo.
Oddalamy się od brzegu. Morze z każdą chwilą coraz bardziej pomarszczone. W oczekiwaniu na pierwszy sygnał sprawdzamy wędziska, wymieniamy ostatnie uwagi, wyczekiwanie.


Po godzinie wreszcie zaczynamy połowy. Pojedynczy sygnał i wędki w wodzie.


Na obu burtach dosyć ciasno, więc zaczynam sobie chwalić stanowisko na dziobie.


Są pierwsze brania, może zaraz nie okazy, ale czterdziestocentymetrowe wymiarowe sztuki. Podwójny sygnał i wędki z wody. Szyper podąża za ławicą śledzi. Po kilku minutach kolejny sygnał i ponownie łowimy. Gdzieś z kutra dobiegają mnie okrzyki „mam, jest!”. Łykam ślinę i zadaję sobie pytanie kiedy i mi coś się trafi?


Godzina ósma, przenosimy się na dalsze łowisko. Kutrem trzęsie niemiłosiernie. Pojawiają się pierwsi chętni do nęcenia ryb. Przewieszeni prze reling oddają Neptunowi pokłony. Cóż, jest to typowa przypadłość na morzu dotykająca zwłaszcza tych, co wcześniej wznosili toasty „za tych, co na morzu”. Dziękuję Bogu, że szczęśliwie mnie to na razie omija.


O dziewiątej mam pierwsze branie. Ryba walczy, spora sztuka, przemknęło mi po głowie. Kiedy doholowałem ją na powierzchnię okazało się, że zahaczona jest za grzbiet. Cóż, nie jest to klasyczne zacięcie, ale gdybym podsumował wszystkie brania to śmiało mógłbym stwierdzić, że jedna trzecia wyciągniętych ryb była zahaczona właśnie za brzuch albo grzbiet. Już jestem spokojny, moja skrzynka nie straszy pustką. Nim uporałem się z wypięciem ryby gwizdek przerwał połowy. Płyniemy dalej.


Do dwunastej przestawialiśmy się bodaj jeszcze z dziesięć razy i za każdym razem były brania. Wyciągam jeszcze ze dwa dorsze, kiedy bosman wezwał na „michę”.


Barszcz ukraiński smakował wybornie. Po obiedzie na wędce czuję spory opór, chyba zaczep, pomyślałem. Po chwili już wiedziałem, na haku ryba. Ciężko oderwać ją od dna, muruje. Po kilku minutach jednak puszcza. Pompuję, zwijam trochę plecionki i rozwijam, kiedy ta kontruje, wyginając niebezpiecznie wędzisko. Kiedy już ją doholowałem do powierzchni ktoś krzyknął „osęka!”. Natychmiast pojawił się bosman i wprawnym ruchem zahaczył ją za skrzela wciągając ją na pokład. „Ale sztuka” usłyszałem zachwyt kolegów, pozostało mi tylko ją ucałować. 79centymetrowy dorsz, okazał się zwycięski w zawodach w kategorii „największa ryba”.


Są brania, przedłużamy łowienie o dwie godziny.


W drodze powrotnej mierzenie, ważenie i sumowanie punktów.


Drugi dzień połowów rozpoczął się podobnie jak poprzedni. Kawa, rozmowy o sprzęcie i pogodzie. Obowiązkowo, coś na chorobę morską. Ponoć ma być słonecznie, zabieram okulary polaryzacyjne dla wędkarzy.


Na morzu długa i głęboka fala. Dosyć szybko czuję na żołądku dyskomfort. Oddycham głęboko, łykam ślinę, staram się nie myśleć o kołysaniu. Na szczęście z pomocą przyszedł szyper odgwizdując rozpoczęcie łowienia.


Słabość ustępuje. Górę biorą emocje związane z łowieniem. Cała uwaga skupiona na rybach. Jest branie! Mruczę pod nosem „mam cię!”. Nagle słyszę świst i ciszę z luźno powiewającą plecionką na wietrze. Zerwałem zestaw. Klnę siarczyście pod nosem „pokarało mnie”, wyrokuję. Miałem zmienić zestaw, którego cały wczorajszy dzień używałem. Supły, agrafki, krętliki musiały zostać poważnie osłabione i powinny bezwzględnie zostać zmienione po tak intensywnym łowieniu. „Cholera” dalej klnę na siebie, pokarało mnie za brak wyczucia, lenistwo i niedbalstwo. „Ech” wzrok kolegi Mariusza, który ciągnął rybę za rybą był bardzo wymowny.


Przezbrajam sprzęt. Nowy pilker z przewieszką ląduje w wodzie. Dookoła mają brania a ja nic. Mijają dwie godziny, zmieniamy kilkakrotnie pozycje a ja dalej nic. Zrywam zestaw na zaczepie, zakładam nowy i po chwili mam wreszcie rybę. Klnę pod nosem na siebie za brak czujności. Skoro nie brało powinienem wcześniej go zmienić. „Uch..” klnę dalej, „ze mnie wędkarz jak z koziej…cóż, całe życie człowiek się uczy a i tak głupim umiera”, pocieszam się na koniec.
Nastąpiła zmiana pogody. Zaczyna podać deszcz. Z każda chwilą łowienie coraz mniej przyjemne. Nie dość, że fale przewalają się po plecach to jeszcze z nieba dokłada swoje deszcz. Jestem cały mokry.


Do messy, w której coraz więcej zrezygnowanych wędkarzy szukających suchego miejsca wlatuje „mysipiórek”. Mały ptaszek znalazł schronienie dwadzieścia mil od brzegu, ciekawe, że właśnie tutaj.


W samo południe łowiących coraz mniej. Oficjalnie Tomasz oznajmia zakończenie zwodów. Sumowanie dwudniowych osiągnięć i …….


Najokazalszy puchar za największą rybę trafia się, przy oklaskach (do licha, przyjemne to było), mnie!.
W klasyfikacji ogólnej trzecie miejsce przypadło Mariuszowi.


Drugie, niezwykle walecznemu, ze sporym doświadczeniem w wędkarstwie jeziorowym, przypadło Remigiuszowi.


Zwycięzcą dwudniowych zawodów został Tomek, który w klasyfikacji kombinowanej zdobył zdecydowanie najwięcej punktów. Na marginesie dodam, że miał ich dwa razy więcej niż ja a moje końcowe piąte miejsce nie było takie złe.


Na zakończenie zawodów bosman Rafał dał lekcję sprawiania ryb. Wprawa, z jaką rozprawiał się z dorszem budziła szczery aplauz. Jego przepis na dorszowe łby, które w prosty sposób oswobadza się z niejadalnych części, okazał się rewelacją. Szczypta Vegety, pieprzu ziołowego, sól, mąka i na patelnię. PYCHA!


Już czekam na majowe dorsze.
 
Reklama ta nie wyświetla się osobom zarejestrowanym, Zarejestruj się.
maniak 
Szczupak


Pomógł: 8 razy
Wiek: 18
Posty: 756
Skąd: Tczew
Wysłany: Pon Kwi 28, 2008 15:21   

Fajna relacja, zdjęcia i ryby.Gratulacje :)
_________________
 
GrzegorzM 
Administrator



Pomógł: 13 razy
Posty: 715
Skąd: Złocieniec
Wysłany: Pon Kwi 28, 2008 18:11   

Piękna relacja, byleby wszyscy chcieli takie pisać :) Świetna sprawa :)
_________________
Jestem Polakiem i poprawnie używam swojego ojczystego języka. A Ty?
Pisz poprawnie po polsku
Masz problemy z pisownią? Jest dużo sposobów na ich rozwiązanie:
- słowniki on-line
- przeglądarka Mozilla Firefox, która podkreśla na czerwono błędnie napisane wyrazy
- programy typu Microsoft Office, Open Office, które również podkreślają błędy
Niepoprawna pisownia świadczy o twoim stosunku do tego forum i ojczystego języka.
 
GLOTOX 
Sandacz
GLOTOX



Pomógł: 1 raz
Wiek: 43
Posty: 257
Skąd: Toruń
Wysłany: Pon Kwi 28, 2008 18:44   

Pływałem na tym kutrze, fajny klimacik :] :]
_________________
Gdy insektów plaga www.glotox.com
 
 
marianix

Posty: 1
  Wysłany: Sro Maj 21, 2008 09:38   

Pozdrawiam chłopaków z Wrocławia. Razem z wami bylismy wtedy na kutrze. Bardzo miła atmosfera i wspaniała organizacja zawodów. Dzięki za medale. Życzymy jak najwięcej tak udanych imprez.
ps. z mniejszym skutkiem dokarmiania rybek.
Pozdrawia ekipa z Poznania
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




Zbiórka funduszy na serwer
Osoby, które już nas wspomogły




Przelicznik pojemności szpuli

Mapa użytkowników
+ Wpisz się na mapę













Strony Współpracujace
Flytiers
.:: Spinning ::.
Mapa Forum

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Design by GrzegorzM www.wedkowanie.net
Hosting zapewnia provps.pl