Poprzedni temat :: Następny temat
Jak Zaczeła sie Wasza Przygoda z kijem.
Autor Wiadomość
Barteq 
Sandacz
młody zapaleniec :)


Pomógł: 7 razy
Wiek: 15
Posty: 320
Skąd: Szczecin
Wysłany: Nie Kwi 13, 2008 09:27   

Kiedy to było ? :) co najmniej z 7 lat temu :) Znajomy mamy zabrał mnie na staw karpiowy. Złapałem wtedy karpia pod 1kilo oczywiście z dużą pomocą :) Później kilka lat nic, ale cały czas pytałem mamę kiedy znowu pojadę na ryby, spodobało mi się :) I wyprawa w ostatnie wakacje z innym znajomym na Kanał Piastowski - złapałem z 10 okoni, po tej wyprawie kupiłem książkę o wędkarstwie, znalazłem wędkę w piwnicy i zacząłem łowić :)
_________________

 
Reklamy nie wyświetlają się osobom zarejestrowanym.
Kostrzewus 
Karaś


Pomógł: 3 razy
Wiek: 14
Posty: 83
Skąd: Lublin
Wysłany: Nie Lip 20, 2008 10:59   

Ja natomiast próbowałem wielokrotnie razem z dziadkiem, ale nic mi nie wychodziło. Okazało się potem, że mam źle przygotowany sprzęt i ochota do wędkarstwa mi odeszła. Jak na 6 lat złapać jedną płotkę. :rotfl:

Pewnego dnia poszedłem do kolegi na działkę. Był tam u niego wędkarz, który ma pomost. Zaprosił nas, pokazał, jak przygotować wędzisko i zaczęło się łowienie ryb. Teraz dokształcam się czytając książki, forum. Bardzo mnie to wciągnęło.
 
 
Mayki 
Karaś
extreme



Wiek: 33
Posty: 108
Skąd: Karpacz
Wysłany: Nie Lip 20, 2008 21:03   

ntakiego pstrąga znad ogniska tylko posolony(inie smakowała mi bardziej ryba)
Moja pierwsza wędka wyglądała jak wspomnieli admini,w pełni profesjonalna drabinka, używana jako totalny pogromca kiełbi.Żyłkę pozyskiwałem z siatki na owady, zakładanej na okna , a haczyki miałem dwa. Jeden na suma a drugi na kiełbie.Niestety duży haczyk zgubiłem :[ Później potoczyło się już gładko.Jeśli tylko mogłem wolny czas spędzałem nad wodą ( zimą łaziłem tylko po zamarzniętym potoku). Rybka za rybką i zrobił się ze mnie wędkarz.Nawet gazety miałem wtedy tylko niemieckie. Miałem ich trzy sztuki i była to dla mnie biblia.Pierwsza niebieska Germina( dla młodszych - kij teleskopowy), itd. :rotfl: :rotfl: :rotfl:
Się kręci.
_________________
Pozdro Mayki
 
Michal15 
Karaś
Łowca Sandaczy


Pomógł: 2 razy
Wiek: 15
Posty: 110
Skąd: Młynek
Wysłany: Pon Lip 21, 2008 10:03   

Moja to jest bardzo normalna historia :P Gdyby nie wójek to nadal bym nic nie widział o rybach itp :) Pewnego dnia, było bardzo gorąco, około 4 lat temu, wójek zabrał mnie do siebie do domu żebym mu tam pomógł w pewnej rzeczy z komputerem :P Chodziło dokładnie o sformatowanie dysku :> Po zrobieniu tego w/w zaproponował mi żeby pojechać na 3-4 godziny na rybki, oczyiie się zgodziłem, chociaż nie miałem na myśli tego że da mi również łowić. Gdy się pakowaliśmy zobaczyłem że wynośi 2 wędki. Nic się nie odzywałem bo wiedziałem już oco chodzi ;) Zajechaliśmy nad wodę, wójek wyjął 2 spinningi i się zaczęła nauka wędkowania :lol: Wytłumaczył mi jak zarzucać i jak kręcić kołowrotkiem i manewrować na sandacza. (było to Jeziorsko więc sandacza jest tam dużo) Noi tak po 1 godzinie wójek już coś ma, krótki hol i na brzegu ląduje dość mały Sandacz który cieszy :) Po 2 godzinach zrobiliśmy przerwę, po to żeby mi wytłumaczył jak się zmienia przynęty itp. Wszystko załapałem w dosłownię chwilę. Potem znów zaczeliśmy łowić, tyle że ja zmieniłem kopyto na żółte, to kopytko miało w ogonku takie małe dzwoneczki które dzwoniły jak sie przynęta ruszała :P I tak przynęta nic nie dała. Wróciliśmy do domu bez ryby (oczywiście ryba została wypuszczana) Przez te 4 tylko 2 razy wziąłem rybkę do domu, mianowicie 1 karpia na wigilię i 1 szzupaka ot tak. :> Resztę ryb zawsze wypuszczam, choć bardzo lubie ryby ale nie lubie zabierać życia rybie :uoee: Tłumaczę sobie że za rok czy 2 złowię taka samą ale dużo większą. ;P I to oto moja przygoda z rybami:)

No to dałeś popis pisowni... :) Zainstaluj firefoxa, podkreśla błędy. - admin
_________________
 
 
Mayki 
Karaś
extreme



Wiek: 33
Posty: 108
Skąd: Karpacz
Wysłany: Pon Lip 21, 2008 12:13   

Kurde pół tekstu mi uciekło a pierwsze ryby które łapałem to były pstrągi na ręke to sie3 działo w czasach głębokiej komuny ;P

Mayki lepiej się nie przyznawać do tego publicznie :)
_________________
Pozdro Mayki
 
Siasiek18 
Ukleja


Wiek: 18
Posty: 14
Wysłany: Pon Lip 21, 2008 13:22   

Wszyscy koledzy łapali to ja miałem byc gorszy???:)Zaczeło sie od czytania gazet wędkarskich a potem mozolne zdobywanie doswiadczenia:)Teraz mi sie śmiac chce jak sobie przypominam swojego bambusa i ruski kolowrotek okragly:) ale spławik z pióra mam do dziś i żadny kupny nie ma do niego startu.
 
Miszka 

Posty: 1
Skąd: Lyon
Wysłany: Nie Wrz 07, 2008 18:33   

Cóż, jestem wędkarzem świeżej daty. Mimo to widzę już pierwsze oznaki poważnej choroby - ostatnio wyraża się tym, że śni mi się siedzenie na ławeczce jakieś 20 metrów od brzegu, ciepława woda chlupie w woderach, a ja lepię właśnie kulkę z kaszy manny. A wszystko zaczęło się jakieś sześć lat temu, kiedy mój przyjaciel wyciągnął mnie na długi majowy weekend nad Jezioro Wulpińskie. Wyglądało to tak, że wypływaliśmy łódką na środek jeziora, Jarek łapał ryby, ja też - tyle że moje okonki i płotki były jakieś mikre. Żyłka plątała się nieustannie i po jakimś czasie popadałem w rezygnację. Rok później powtórzyliśmy wypad, ale jego konsekwencją było to tylko, że ochota na łowienie zupełnie mnie odeszła, zwłaszcza po tym, jak zdałem sobie sprawę w jaki sposób różne indywidua obchodzą się z rybami.
Potem wyjechałem do Francji i miałem na głowie zupełnie inne rzeczy, niż siedzenie nad wodą. Ale wędkarstwo musiałem mieć zapisane w gwiazdach, bo ożeniłem się i w ramach zacieśniania więzi rodzinnej postanowiliśmy z żoną spędzić wakacje w Polsce, z jej rodzicami na Kaszubach, A tam, zaraz obok przyczepy rodziców - jezioro. Małe, ale Czyste, także z nazwy. Robić tam nie było co, bo grzyby jeszcze siedziały w suchym mchu, więc chodziłem z teściem na ryby. Teść - stary wiarus, łowił dziennie kilka bardzo ładnych leszczy, a ja - jak zwykle - plątałem żyłkę. Ale uparłem się, że coś w końcu złowię. I tak przez cały tydzień, ranek w ranek i wieczór w wieczór wychodziłem na jezioro. I wracałem z pustą siatką.
Wytrwałość została nagrodzona, bo w dniu odjazdu nadszedł ten moment, kiedy drżącymi rękami zdjąłem z haczyka MOJĄ PIERWSZĄ RYBĘ, czyli leszcza. Po roku, gdy moja żona chciała wyrazić dumę z małżonka, powiedziała, że musiał mieć z 0,8 kg. "Miałby, gdyby żył do dzisiaj" - ironicznie skomentował teść. I miał rację.
W tym roku już od lutego myślałem tylko o tym, żeby pojechać nad jezioro i łowić. I tym razem udało mi się (nie śmiejcie się) złowić lina 1,5 kg. Sęk w tym, że już nie o łowienie chodzi, ale o te ranki i noce, mgłę na jeziorem i drżenie rąk w czasie holowania... Dlatego pierwsza rzecz, którą zrobiłem po powrocie, to zbadanie możliwości łowienia we Francji. Zapowiada się nieźle, ale i tak marzą już tylko o sierpniu następnego roku!
 
kaneno 
Ukleja


Wiek: 14
Posty: 18
Skąd: Swędów
Wysłany: Pią Paź 31, 2008 15:24   

Moja historia jest trochę inna inna niż wszystkie inne :P
U mnie cała rodzina (chodzi o męskich członków) interesuje się wędkarstwem (niektórzy już przestali się tym interesować) no i od najmłodszych lat przyglądałem się połowom ryb. Od zawsze mi się to podobało. Gdy nie umiałem jeszcze dobrze mówić interesowały mnie tylko BY (czyli ryby :lol: ). Biegałem z kijem i sznurkiem od prasy i płoszyłem wszystkim ryby (chcąc coś złapać). Gdy miałem jakieś 4-5 lat rodzice kupili mi pierwszą wędkę. Nie umiałem jeszcze na nią łapać, ale gdy tylko ktoś szedł nad staw musiał też łowić na moją wędkę. Gdy miałem 6 lat zacząłem sam łowić. Oczywiście zawsze wracałem do domu z tak poplątaną żyłką że jej odplątanie graniczyło z cudem. Potem jednak wszystko zaczęło mi wychodzić. Z czasem stałem się lepszy od wszystkich którzy mnie uczyli :P Ale nie będę się tym chwalić :P Na początku łowiłem na zwykły spławik. Z czasem wójek zaczął mnie zabierać nad okoliczny zalew, a potem wybraliśmy się nad rzekę (nie wiem jaką). Ja łowiłem na robala a on z żywcami polował na szczupaki. Ja oczywiście nic nie mogłem złapać, a on wyjął kilka sztuk (większość niewymiarowa). Po jakimś czasie zrobił mi moją własną wędkę żywcówkę. Pojechaliśmy w to samo miejsce ale warunki pogodowe nam przeszkodziły (zaczął lać straszny deszcz). Jakieś pół roku później łowiąc ryby w stawie zaobserwowałem coś dziwnego. Ławice ryb były bombardowane przez jakaś rybę. Waliła ona w nie tak że czasem nawet się bałem. Gdy raz zobaczyłem grzbiet, nie wiedziałem co to... Ale jako żądny przygód wędkarz poszedłem do domu po żywcówkę, złapałem jakiegoś małego karasia, na haczyk i spowrotem zająłem się łowieniem na spławik. Minęło jakieś pół godziny, kiedy nagle usłyszałem jakiś huk znad wody. Rozejrzałem się ale nigdzie nie widziałem mojego żywca... Nie namyślając się za długo pobiegłem do wędki i zacząłem wyciągać. Byłem bardzo podekscytowany. Gdy po jakichś 15 minutach przyciągnąłem rybę do brzegu miałem mały problem... nie chciała się zmieścić do podbieraka. No ale jakoś się udało. I tak narodziło się moje zainteresowanie rybami drapieżnymi. Na początku łowiłem na przepon ze szpagatu. Odkąd kupiłem wolfram i blachy nic nie złowiłem, ale na tym forum dowiedziałem się że to z powodu złego kija.
Ale nie ma się co załamywać. Zaraz wybieram się na rybki :rotfl:
 
 
groszek 
Ukleja
spinning


Wiek: 25
Posty: 21
Skąd: Ślubów/Głogów
Wysłany: Pią Paź 31, 2008 18:33   

Moja przygoda z wędkarstwem rozpoczęła sie tylko jak podrosłem na tyle żeby wiedzieć co to wędka i do czego służy,a to dlatego że wędkarzem jest mój tato i od samego początku byłem skazany na wędkarstwo.Jednak przez wiele lat na ryby jeździłem tylko z tatą i przez to zawsze miałem uszykowane wędki gotowe do łowienia,tak że za dużo sam nie musiałem robić,tato nawet pokazywał mi miejsce w którym mam łowić.Potem na kilka lat wędkarstwo nie było pierwszoplanowe(dziewczyna,koledzy,dyskoteki,wiecie o co mi chodzi)łowiłem sporadycznie w weekendy i dopiero od ok dwóch lat powróciłem do wędkowania ale już z całkiem innym podejściem,Już złapanie ryby nie jest najważniejsze liczy sie sam pobyt nad wodą i spędzenie miło czasu..Dziękuję
 
Reklamy nie wyświetlają się osobom zarejestrowanym.
Barteq 
Sandacz
młody zapaleniec :)


Pomógł: 7 razy
Wiek: 15
Posty: 320
Skąd: Szczecin
Wysłany: Pią Paź 31, 2008 20:22   

kaneno co to za drapieżnik był ??:)
_________________

 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




Zbiórka funduszy na serwer
Osoby, które już nas wspomogły




Przelicznik pojemności szpuli

Mapa użytkowników
+ Wpisz się na mapę













Strony Współpracujace
Flytiers
.:: Spinning ::.
Mapa Forum

Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Design by GrzegorzM www.wedkowanie.net
Hosting zapewnia provps.pl