Wysłany: Wto Cze 19, 2007 13:25 Ktoś dał plamę z plamą na Wiśle.
Toruńska straż miejska i policja wiedziały, że w nocy z piątku na sobotę Wisłą płynęła plama śmierdzącej ropą substancji. Nikt tego nie sprawdził. Dlaczego?
Plamę najpierw poczuł, a potem zauważył wędkarz, który w sobotę około 2 w nocy łowił ryby poniżej toruńskiego mostu drogowego.
- Świecąc latarką spostrzegłem, że na powierzchni wody przy brzegu pływa tłusta przezroczysta substancja. Rozciągała się na całą długość bulwaru poniżej mostu. Później, kiedy się rozwidniło, widać było na powierzchni osad mieniący się różnymi kolorami. Powiadomiłem o tym policję i straż miejską, ale raczej nie przyniosło to jakiegoś rezultatu - mówi nasz Czytelnik.
Jarosław Paralusz, rzecznik prasowy toruńskiej straży miejskiej twierdzi, że - według jego wiedzy - sprawą zajęła się policja, straż miejska otrzymała tę wiadomość niejako tylko informacyjnie.
- Na koniec dyżurny straży miejskiej zapytał zgłaszającego plamę, czy poinformował on o tym również policję - tłumaczy rzecznik Paralusz. - Usłyszał, że tak.
Dyżurny straży uznał więc, że zgłoszenie bada policja, która przedstawia jednak zupełnie inną wersję wydarzeń.
Przyznaje, że mężczyzna zadzwonił pod numer 997. Pytał, czy na moście był jakiś wypadek, na przykład z cysterną i czy mogła stamtąd trafić do rzeki ropa. Oficer dyżurny policji odpowiedział, że nie, a kiedy usłyszał, o co chodzi, bez wdawania sie w dyskusję, od razu przełączył zgłaszającego do dyżurnego straży miejskiej, który pełnił służbę w Centrum Zarządzania Kryzysowego przy ulicy Legionów.
- To chyba jak najbardziej odpowiedni adres, jeżeli chodzi o takie zgłoszenia - dodaje Artur Rzepka z toruńskiej policji. - Tym bardziej że była to noc z piątku na sobotę, kiedy policja ma wiele innych zgłoszeń. Na przykład o domowych awanturach, pijanych osobnikach czy zakłóceniach porządku, gdzie straż nie może interweniować.
Według toruńskiej policji, oficer dyżurny straży dość długo rozmawiał z wędkarzem, pytał go, między innymi, czy może zlokalizować, skąd wypływa ta ciecz. Stwierdził, że będzie trzeba kogoś tam wysłać i użył stwierdzenia: „dobrze, przyjąłem”. Natomiast na koniec rozmowy zapytał, czy o zdarzeniu powiadomiona została również policja. Wędkarz odpowiedział, że tak, ponieważ dzwonił pod jej numer alarmowy i to policjant przełączał go do straży miejskiej. - Cała rozmowa jest nagrana - dodaje Artur Rzepka. - Z ust policjanta nie pada słowo o zajęciu się sprawą, jest tylko mowa o przełączeniu. To strażnik twierdzi, że przyjął sprawę. Powinien choć zadzwonić do oficera policji i zapytać, co w tej sprawie zostało zrobione, a nie zostawiać jej bez żadnych dalszych działań. Tym bardziej że siedząc w centrum przy ulicy Legionów, ma obok siebie dyżurnego strażaka.
W tej sprawie wiadomo, że plama nie wyrządziła szkód ekologicznych
I następny przykład na to co dzieje się w naszej Polsce.Teraz pewnie codziennie będą podobne komunikaty że coś dzieje się z naszymi wodami, oby ktoś przejrzał na oczy i zapobiegł temu póki nie będzie za późno
Totalna ignorancja zgłoszenia. Osoby pełniące w tym dniu dyżur i przyjmujące zgłoszenie zarówno w Policji jak i w Straży Miejskiej powinny zostać zwolnione ze służby.
Dobrze ze plama nie wyrządziła szkód ekologicznych ale aż strach pomyśleć co by było gdyby skażenie było poważniejsze.
Takie sytuacje są codziennie, ale o większości i tak się nie dowiadujemy. O tym też byśmy się nie dowiedzieli, gdyby nie wędkarz będący niedaleko. Zareagował jak najbardziej poprawnie, wierzył w to, że policja i straż miejska się tym zajmą... Jak się zajęli, to jest wszystko opisane.
Sprawa zostanie umorzona i nikt nie zostanie ukarany, tak jak w 99% takich przypadków, bo przecież winnego "nie da się ustalić", a zresztą "mała szkodliwość czynu".
Smutne to .
Niestety instytucje powołane do reagowania na patologie mają tego rodzaju sprawy głęboko gdzieś. Pewnym wyjściem jest zrzeszanie się w różnego rodzaju stowarzyszeniach ekologicznych i bombardowanie odpowiednich urzędów pismami, występowanie jako strona w sprawach o zatrucie rzeki itp. U nas to zdaje egzamin :smile:
Historia plamy na Wiśle, która przepłynęła sobie przez Toruń, jako żywo przypomina sprawę trupa w Cisie, opisaną w jednej z wczesnych, przedszwejkowskich humoresek Jaroslava Haška. Oto kłusownicy upolowali niedźwiedzia, obdarli ze skóry, obcięli łapy i tak okaleczone ciało, dla zatarcia śladów, wrzucili do Cisy. W wyniku różnych, mało sympatycznych, biologicznych procesów cielsko zwierzęcia przypominało topielca, dłuższy czas przebywającego w wodzie. Spostrzeżono go, ale żandarmi z posterunków w kolejnych miasteczkach nad rzeką nie mieli ochoty ani na wyławianie zwłok, ani na oddawanie się związanej z tym biurokracji. Uznawali więc, że to nie ich problem, tylko tych z następnego miasteczka. Bo i tak ciało niechybnie tam dopłynie. W końcu gdzieś w dole rzeki topielca wyłowiono.
Wezwany medyk ustalił, że ciało ofiary należało do dobrze zbudowanego mężczyzny, który zmarł śmiercią gwałtowną i był wyznania starozakonnego. Koszty pogrzebu pokryła miejscowa gmina. CK Monarchii ani CK żandarmów dawno już nie ma, niedźwiedzi w węgierskich lasach też już mniej, ale przetrwały CK nawyki, ze spychologią stosowaną na czele. Strażnicy miejscy zwalają na policjantów, policjanci na strażników, gdzieś po drodze jest jeszcze straż pożarna i cała infrastruktura reagowania kryzysowego. Kto powinien zająć się sprawą, a komu się nie chciało? Tego jeszcze nie wiadomo. Jasne jest tylko, że plama śmierdziała. Podobnie, jak cała ta sprawa.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za publikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.