Koniec lat 80. Od 2 tygodni z nieba leje się żar, totalne bezrybie. W prześwietlonej toni widać stojące ogromne cienie i ich poruszające się żółte wargi. Ryby nie reagują na żadne przynęty. Czy aby na żadne? Przyjeżdża nieznajomy wędkarz, rozkłada jedną "grubą" wędkę, zakłada przynętę zarzuca i po kilkunastu sekundach potężne branie. Po emocjonującym holu na brzegu ląduje karp o wadze około 8 kg. Wędkarz pakuje rybę do siadki, zdejmuje z haka przynętę, a ja wyciągam szyję, niestety nie dostrzegłem co to było, a ona ląduje w wodzie. Hak ponownie uzbrojony, zestaw ląduje w wodzie. Chwila spokoju, wszyscy oddychają z ulgą, przypadkowe branie. Jednak nie, kolejne branie i podobnie duży karp kończy w siatce. wędkarz zwija sprzęt idąc do samochodu ironicznie się uśmiecha. Jednak tym razem zużyta przynęta zostaje na brzegu, przeoczył ją gdyż trzepocący łbem karp ją wypluł. Jest to nagi ślimak o kolorze żółto oliwkowym, na obrzeżach ciała imitujące nóżki ciemne kreseczki. Szukałem w serwisach, katalogach, atlasach itp. Niestety nie znalazłem go. I jeszcze jedno. Ponownie założyłem pozostawionego na brzegu ślimaka na hak lecz czy to brak zapachu, a może smaku śluzu spowodował że jednak karp już sie na nią nie połakomił. Dodam jeszcze że karpie jednak brały ale w samo południe kiedy normalnemu wędkarzowi w tyłku się gotuje od temperatury.
Zaobserwowaliście podobne przypadki?
_________________ Zapraszam do mojej wirtualnej kuchni www.pychotka.pl
Reklama ta nie wyświetla się osobom zarejestrowanym, Zarejestruj się.
Kiedyś też zdarzył mi sie podobny incydent łowiąc na jeziorku z nogami zanurzonymi w wodzie(100% relaks) łowiłem na białego robaczka i nic nie brało. Po chwili przyszedł starszy dziadek widać było ze tamtejszy i z ciekawością patrzałem jak on sie rozkłada i chlup zarzucili po chwili patrzę branie, ale niestety nie u mnie i dziadek wyjmuje leszczyka sporego i tak z 4 wyciągnął (1 zabrał do domu) i jak juz odchodzili powiedział:, Co mały nie bierze? Dał mi "magiczne ciasto" prawie, co rzuciłem to rybę holowałem, ale chciałem sam zrobić te ciasto dałem mojej matce, (która jest kucharzem z zawodu i pracuje w restauracji jako szef kuchni) żeby mi zrobiła takie same ciasto, ale niestety tradycyjnej receptury nikt nie pozna tak to wielki szacunek dla wędkarzy-Dziadków!
Był rok 97 lub 98 idę ze spinningiem nad Wisłę w celu złowienia bolenia Godzinie rzucania zielonymi gumami w tedy wówczas na takie tylko rzucałem i na białe miałem jednego bolka nie za dużego Rapy biły strasznie w drobnice Przyszedł gościu i patrze co on robi a on rzuca malutką gumeczką o nie znanym mi z daleka kolorze I gościu daje mi taki koncert ze co rzut prawie 2 kg Boleni siada mu na wędce i wyholował chyba ponad 10 Oczywiście nie wytrzymałem i podeszłem do niego i patrzę a na końcu bardzo cienkiej żyłki może 0 ,16 a ja miałem 0 ,25 wisi 5 cm twisterek o kolorze perłowym i koleś zwija kołowrotkiem żyłkę w ekspresowym tępię przynętę Więc dostałem szkolę życia i to mnie nauczyło łowić rapy
hmmm...nie byłem przy tym ale opowiadał mi ojciec jak pewnego razu na jakimś jeziorze łowił sobie spokojnie na żywca...nic nie brało...po jakimś czasie przyszedł staruszek z jedną wędką i rzucił...kręci powoli kołowrotkiem(jak się później okazało luz żyłki redukował) i łup...wyjął szczupaka...drugi rzut za jakiś czas...to samo...facet się zbiera i mój ojciec podirytowany podszedł zapytać na co łowi staruszek...
i okazało się, że to były MYSZY(trzymał je w pudełku)...po prostu brał gumkę recepturkę, zakładał ją myszce, pod nią zaczepiał hak i rzucał...a mysz sama płynęła do brzegu podczas gdy wędkujący zwijał powoli za nią żyłkę...
nigdy bym się nie odważył czegoś takiego spróbować(sam nie wiem czemu ) i chyba nie odważę się
Mały staw, wszyscy na około łowią na tyczkę, profeska pełną gębą. Sprzęt najwyzszych lotów. Do wody lądują kilogramy dipów,zanęt, klejów, robaków...nic. A woda raczej pewna i rybna. Pogoda też wydawała się ok. Przychodzi "nowy", wo odróżnieniu od innych których sprzęt idzie w tysiące złotych jego kapitałem jest skromny pyrczący zielony simson oraz dośc długa wędka z kołowrotkiem obrotowym starego typu. Wchodząc na łowisko miejscowy kulturalnie pozdrawia wszystkich konkurentów po czym wyciąga dość sztywną siatkę zamocowaną na drucianej obręczy i wsadza ją do wody. Na dnie sporo zielska i liści. Breja, że aż odpycha. Tymczasem on twardo młóci swoim naczyniem wykonując ruchy jak poszukiwacze złota rodem z filmów o dzikim zachodzie. W końcu po kilku kontrolach wyciąga zawartość pełną gnijącego świństwa. Następnie wsadza w to swoje ręce i co chwila jakiś patyczek ląduje w słoiczku. Gdy już nazbierał ich kilkanaście odłożył cedzak. wyciągał patyczki i zaczął je dokładnie obierać by następnie założyć na haczyk... Dalej już chyba wszyscy się domyślają jak to się potoczyło.
Wtedy jeszcze nie muchowałem a słowo chruścik domkowy było dla mnie abstrakcją.
teraz nie tylko w górach zerkam co ''pod kamieniem siedzi".
Pzdr.
Mały staw, wszyscy na około łowią na tyczkę, profeska pełną gębą. Sprzęt najwyzszych lotów. Do wody lądują kilogramy dipów,zanęt, klejów, robaków...nic. A woda raczej pewna i rybna. Pogoda też wydawała się ok. Przychodzi "nowy", wo odróżnieniu od innych których sprzęt idzie w tysiące złotych jego kapitałem jest skromny pyrczący zielony simson oraz dośc długa wędka z kołowrotkiem obrotowym starego typu. Wchodząc na łowisko miejscowy kulturalnie pozdrawia wszystkich konkurentów po czym wyciąga dość sztywną siatkę zamocowaną na drucianej obręczy i wsadza ją do wody. Na dnie sporo zielska i liści. Breja, że aż odpycha. Tymczasem on twardo młóci swoim naczyniem wykonując ruchy jak poszukiwacze złota rodem z filmów o dzikim zachodzie. W końcu po kilku kontrolach wyciąga zawartość pełną gnijącego świństwa. Następnie wsadza w to swoje ręce i co chwila jakiś patyczek ląduje w słoiczku. Gdy już nazbierał ich kilkanaście odłożył cedzak. wyciągał patyczki i zaczął je dokładnie obierać by następnie założyć na haczyk... Dalej już chyba wszyscy się domyślają jak to się potoczyło.
Wtedy jeszcze nie muchowałem a słowo chruścik domkowy było dla mnie abstrakcją.
teraz nie tylko w górach zerkam co ''pod kamieniem siedzi".
Pzdr.
Masz rację, chruściki, podobnie jak kiełż zdrojowy są rewelacyjną przynętą. Nigdy nie zawodzą.
_________________ Zapraszam do mojej wirtualnej kuchni www.pychotka.pl
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Administracja nie odpowiada za materiały publikowane przez użytkowników. Użytkownik rejestrujac się na forum w pełni odpowiada za poblikowane przez siebie wiadomosci. Wszelkie roszczenia w sprawie opublikowanych tresci prosimy zgłaszać do ich autorów.