Na pewno postaram sie wykorzystać twoją technikę połowu o ile pozwolisz oczywiście Wieśku jeżeli mógłbyś zasugerować jak pracującej przynęty użyć do tej techniki
Żadna z moich wypowiedzi nie jest opatentowana i nie mam żadnych roszczeń... A jeśli kto czuje się w obowiązku za nią zapłacić, to mogę zaraz podać nr konta
Jeśli ja uważam, że to, iż się dobrze bawię, jest dobre dla mnie, to dlaczego miałbym żałować tego innym? To co ja wiem o rybach przeznaczam dla Was, bo wiem, że i mnie nie braknie. Wszystko się pomnaża, jeśli tylko puszcza się to w obieg. Wiadomo to dobrze choćby na przykładzie pieniędzy.
O rybach więcej się uczę obserwując ludzi. Sam siebie również obserwuję i staram się uzasadniać motywy swego działania.
UWAGA:
Obserwacja samego siebie jest wiele bardziej korzystna, bo bierze pod uwagę motywy wewnętrzne.
Ja łowię ryby od wielu już lat, niemal wyłącznie na woblery(mowa o spinningu). Blaszka to rzadkość, a na gumę (tu pewnie uśmiejecie się) nie złowiłem ryby. Pstrągi łowię na wobki o różnych akcjach. Nie dostrzegam specjalnych priorytetów jeśli chodzi o upodobania ryb.Jednak do tej taktyki wybieram raczej te,które chodzą drobno(mała amplituda). Chodzi tu o to,aby bardzo szybko uciekający(ucieczka na wypłycenie) wobler był łatwo "trafialny" przez rybę. Zdarzyło się,że wobler o szerokiej amplitudzie nie trafił do pyska,a "pod pachę" pstrąga,który chodził gdzie chciał przez 15 minut po bystrzu,jakiego niepowstydziłby się Dunajec. ...Miał tylko 37cm.
Na Gwdzie i dopływach najchętniej używam woblerów o długości 5cm.Na Brdzie zaś aż do siódemek.Choć mój największy brdziany padł na dziewiątkę.
[ Dodano: Sro Lut 27, 2008 23:36 ]
keri napisał/a:
Wiesiek :grin: ciekawe i bardzo pomocne spostrzeżenia.
Problem pojawia sie w mętnej wodzie, tam mam problemy ze zlokalizowaniem pstrąga bo on może być wszędzie.
Okres "zimnej wody" jest trudny do stwierdzeń o 100% miejscówce :wink:
Na mętnej wodzie łowię podobnie,jak na czystej, tyle,że na "czuja".Skoro nie widzę ryby,to muszą założyć sobie gdzie jest i działać poprzez ten schemat,używając wyobrażni.
Rzucam najpierw blisko,na granicę wypłycenia.Zaczynam szybko,a po ok metrze zwalniam.Tak ze dwa,trzy razy.Jeśli nie widzę ruchu w wodzie, rzucam nieco dalej.Jednak nie sprowadzam woblera głęboko,a co najwyżej "w pół" wody i to na krótko.W tych najgłębszych miejscach również najpierw prowadzę przynętę płytko.Wtedy pstrąg wie,że musi coś z siebie dać,a nie zawsze chce wychodzić na płyciznę,czy też na powierzchnię.Rozbudza sobie apetyt,ale obawa powstrzymuje go.Wtedy,jedno głębsze przepuszczenie(jednak staram się tu również na krótko zanurkować),może spowodować,że nie przepuści takiej okazji.Jeśli nie,a wobler nie był zbyt długo przez niego widziany,może się to zdarzyć przy następnym podaniu.Przyznam,że jeśli taki zabieg nie poskutkował,to i nie poskutkowało podawanie pod nos.
[ Dodano: Czw Lut 28, 2008 08:15 ]
Tu dobrze by było podeprzeć się przykładem. ...Było to już w marcu,ale po nadbrzeżnych trzcinowiskach leżał jeszcze lód,a miejscami rzeka nie mieściła się w korycie. Mowa o Dobrzycy.To głęboka rzeczka a w takich wypadkach bywa nawet mocno podmętniona.Zacząłem wędkować około siódmej rano,więc miałem przed sobą długi dzień.Łowiłem powoli i głęboko- "pod nos". Przez cały dzień,ani jednego pobicia,ani jednego wyjścia.To znaczy,że nie widziałem.Zawsze zakładam sobie,że wyjścia zawsze są,tyle,że w miejscach dla mnie niewidocznych. Zaczęło chylić się ku zachodowi,a i na ostatni autobus chciałem zdążyć.Miałem około godziny czasu.Wiedziałem też,że z miejsca,w którym się znajduję do przystanku wystarczy 15-20 minut.Tylko co robić?Iść dalej w górę rzeki,czy jeszcze raz,tym razem schodząc z prądem, po łebkach obrzucać co ciekawsze miejsca?
Wygrała ta druga opcja.Dawała poczucie,że jest szansa nie spóźnić się na autobus,a i połowić można będzie nieco dłużej.Bo przecież powoli wracam...
Zmieniłem wobler na płycej schodzący,a szczytówka wciąż wysoko.Rzuciłem na końcówkę płani,przed zwalony pień drzewa(głęboko i bardzo leniwy nurt). ...Gejzer...
Po ok 20-30 metrach rzut poniżej zwalonego drzewa(jama chyba na ponad dwa metry).Oczywiście szczytówka wysoko...Gejzer...Rozpieściło mnie to,bo dalsze 200 metrów przeszedłem bez brania i poczułem się zniechęcony.Pomyślałem:"Wracam".
Odsunąłem się od wody do najbliższej ścieżki i pędzę na autobus,czas mam dobry,więc się nie spóźnię.Jednak dochodzę do miejsca,gdzie muszę przejść na drugą stronę rzeki.Jest mostek(no, teraz już go podobno nie ma).Ale zamiast przeprawić się,ponownie poczułem się oczarowany tym miejscem. ...Piękna woda,a nigdy nie miałem tu pstrąga...Wykonałem rzut poniżej mostku.Szczytówka oczywiście wysoko...i...Gejzer.Powolutku wracałem,a i na autobus zdążyłem.Tylko ten plecak jakoś dziwnie wydawał się cięższy...
[ Dodano: Czw Lut 28, 2008 10:17 ]
PikeHunteR napisał/a:
Owszem są na Mazowszu pstrągi, lecz ich liczebność nie sprzyja początkującemu łowcy tych ryb. Można się szybko zniechęcić.
.
Gdybym przyjmował do wiadomości opinie wędkarzy na temat stanu ryb w tych rzekach,wcale bym tam nie jeździł.Ja wręcz sobie wmawiam,że ryb jest więcej niż to sobie wyobrażam i że mam wiele wyjść,tylko ich nie widzę.Owszem.Bywają dwa,trzy puste wyjazdy bez brania,ale jak wytłumaczyć fakt,że za czwartym razem padają komplety i to z tego samego odcinka?
Ja specjalnie nie widzę dla siebie innej alternatywy.Żadna ryba nie może mi jakoś zastąpić pstrąga,więc uparcie chodzę za pstrągiem.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach